poniedziałek, 23 listopada 2015

"Listy do M. 2 " - powtórka sukcesu czy wręcz przeciwnie?




Kiedy weszła do kin pierwsza część "Listów do M.", bardzo szybko okazała się sukcesem ostatniego 25-lecia polskiego kina. Od tamtej pory wracałam do niej przed każdymi Świętami Bożego Narodzenia. Ze względu na świetną obsadę aktorską, nietuzinkowe poczucie humoru i ten fantastyczny, ciepły świąteczny klimat. Kiedy w tym roku, dowiedziałam się o tym, że wychodzi część druga, już nie mogłam doczekać się premiery.


Doczekałam się. Poszłam. I bardzo się rozczarowałam. Ale zacznijmy od pozytywów. Po raz kolejny, bez wątpienia mamy do czynienia ze świetną obsadą aktorską (Tomasz Karolak, Kasia Zielińska, Maciek Zakościelny, Roma Gąsiorowska, Maciek Stuhr,Agnieszka Dygant, Piotr Adamczyk, Julka Wróblewska i wiele innych fantastycznych aktorów). Ponadto, może już nie tak bardzo intensywnie jak w części pierwszej ale nadal można wyczuć ten magiczny czar świąt. Bardzo trafnie, z racji na swoje specyficzne poczucie humoru, został obsadzony w roli został Tomasz Karolak - znacznie ożywił przygnębiającą atmosferę filmu, wcielając się ponownie w "Świętego Mikołaja". I to chyba niestety wszystko, co dobrego można powiedzieć o tym filmie.
Jeśli chodzi o losy bohaterów, to tak naprawdę nie wiemy nic. :) Wątków jest bardzo dużo, żaden nie ma czasu się rozwinąć, każdą rodzinę na ekranie widzimy około 3-4 razy po kilka sekund. Film miałby szansę powodzenia, gdyby stanowił tylko kontynuację "Listów do M." z 2011 roku, natomiast tu pojawiają się na ekranie co chwila nowe postacie, wprowadzając jedynie chaos. Bardzo mocno rzuca się w oczy "wciskanie" kolejnych historii oraz postaci na siłę, przez co film traci na przejrzystości i lekkości. Jedną z takich ról jest postać odgrywana przez Maćka Zakościelnego, który po jednym spotkaniu w galerii handlowej ze swoją miłością z przeszłości decyduje się na zerwanie zaręczyn ze swoją obecną kobietą. Inny wątek: przechodzień, który pojawia się w sumie nie wiadomo po co i dlaczego, wyśmiewając dwóch mężczyzn w przyjacielskim, świątecznym uścisku, sugerując (mylnie) ich homoseksualizm.
Wspominałam o przygnębiającej atmosferze. To za sprawą ubogiej rodziny, w której niepełnosprawny chłopiec właśnie w Wigilię decyduje się popełnić samobójstwo - jakby tego mało, na "odchodne", przypadkiem wznieca pożar w mieszkaniu narażając na niebezpieczeństwo mieszkańców ubogiej kamienicy. Ponadto pojawia się także kontynuacja wątku pewnej pary z poprzedniej części, ale zostaje on fatalnie rozwinięty - kobieta ma śmiertelną chorobę, co skutkuje łzami i płaczem bohaterów.
Nie chcąc streszczać filmu tym, którzy jeszcze go nie widzieli a mają zamiar obejrzeć - skończę w tym miejscu.
W mojej opinii część druga tak wielkiego hitu jest megarozczarowaniem dla widza. Film ogląda się ciężko, momentami jest wręcz infantylny i wyjątkowo płytki. Wbrew temu, co mówi hasło reklamowe, nie jest to raczej film romantyczny, a już tym bardziej nie komedia. Jedyne co jest na plus, to magiczna, świąteczna sceneria.

1 komentarz: